sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 15.

   Idę przed siebie, nie mając żadnego celu. Chcę się znaleźć jak najdalej od tego miejsca. Siadam w pobliskiej altance, a łzy spływają mi po policzkach, szyli, aż do dekoltu. Dlaczego Pablo był dla mnie taki wredny? To nie moja wina, że straciłam pamięć, a Sylvian dziwnie się zachowywał. Zapytałam go o wczorajszy dzień, bo mam dosyć tajemnic, dziwnych sytuacji i tego, co się dzieje wokół mnie. Chcę się wszystkiego dowiedzieć: dlaczego tutaj mieszkamy, o co chodziło Sylvianowi wczoraj i jak nazywali się moi rodzice, bo nawet tego nie wiem! Właśnie, a propos rodziców - co z ich ciałami? Przecież powinien się odbyć jakiś pogrzeb albo coś. Zazwyczaj się urządza coś takiego, prawda?
    W tym momencie zaczyna mi się kłębić w głowie tyle, że sama daję sobie z liścia, aby się ogarnąć.
- Spokój - mówię do siebie. - Teraz tam wrócisz i pogadasz z Pablo. Będziesz walczyć o swoje.
    Wstaję i wracam do dworku. Na szczęście nie oddaliłam się aż tak i widzę jego dach.
    Wchodzę do domu i od razu kieruję się do kuchni. Tam spotykam Pablo, przygotowującego obiado-kolację.
- O, jesteś - mówi na mój widok. - Powiedziałem ci, żebyś sobie poszła, nie będę gadał  rozwydrzoną gówniarą, która płacze, bo czegoś nie dostała.
    Przez jego słowa znowu zbiera mi się na płacz, ale szybko się otrząsam, zaciskam pięści i mówię zdecydowanym głosem:
- Mam w głębokim poszanowaniu twoje "widzi mi się". Nie jestem "rozwydrzoną gówniarą", tylko nastoletnią dziewczyną. Wydaje mi się również, że jestem wystarczająco dorosła, by wiedzieć pewne rzeczy. Należy mi się to choćby dlatego, że straciłam rodziców, nic nie pamiętam i nie mam bladego pojęcia co tutaj robię, kim jestem, ani do czego zmierzam. Na prawdę to taki problem powiedzieć mi gdzie jesteśmy, jak nazywali się moi rodzice, dlaczego oni zginęli a ja nie, co się stało z ich ciałami i najważniejsze - co się stało wczoraj? Mam dość życia w niewiedzy, rozumiesz?
   Teraz już nie wytrzymuję. Czuję się tak bezradnie, łzy chcą mi wypłynąć z oczu, ale je powstrzymuję. Wybiegam z kuchni i lecę na schody. Gdy jestem już prawie na samym szczycie, czuję, że ktoś mnie chwyta za rękę. Odwracam się i widzę oliwkowe oczy. Nagle wracają do mnie wspomnienia.
    Nieduża altanka  w kolorze ecru, stoi na brzegu jeziora. W około rosną tak wysokie drzewa, że nie widać nieba, a woda tak czysta, że można dostrzec ryby pływające przy dnie.
   Obraz się zmienia. teraz znajduję się w środku budowli. Widzę siebie i Pablo. Siedzimy obok siebie na ławce. Chłopak daje mi jakiś przedmiot. Nie widzę co to jest, ale pewnie się z niego ucieszyłam, bo rzuciłam mu się w ramiona i dałam buziaka w policzek. Pablo był chyba zadowolony z mojej reakcji, bo podniósł mnie wysoko i zaczął kręcić w powietrzu. Kiedy mnie odstawił, podeszłam do niego i dałam mu jeszcze jednego buziaka. Potem jeszcze jednego i jeszcze jednego. Chłopak coś powiedział, a ja się odwróciłam i dałam mu przedmiot, który trzymałam w ręce. Ten założył mi go na szyi. Teraz wiem już, co to jest. To naszyjnik. Naszyjnik z czterolistną koniczynką.
    Wracam do  teraźniejszości. Stoję w połowie schodów z Pablo trzymającym mnie za rękę. Nie mam bladego pojęcia co się właśnie stało.
- Chodź, usiądziemy? - pyta mnie. Patrzy na mnie błyszczącymi oczami. Kiwam głową.



Wiem, rozdział mega krótki, wybaczcie. Miałam na niego zupełnie inny pomysł, ale jakoś tak wyszło, że podczas przepisywania go, napadło mnie natchnienie hahah xDTak czy inaczej nie spodziewałam się tego. Chciałam ułożyć tę akcję inaczej, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba to, co właśnie wymyśliłam ;p

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz