poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział 14.

* oczami Charlie *
    Jestem u Sylviana w pokoju w chwili, gdy się budzi. Nareszcie, myślę. Już się bałam, że to coś poważnego, bo resztę wczorajszego dnia przespał. Teraz jest 16:00 i w końcu będę mogła się czegokolwiek dowiedzieć.
    Pablo tak na prawdę nie powiedział mi nic. Kiedy wprowadziłam Sylviana do domu, kucharz kazał mi zaprowadzić go do pierwszego pokoju po prawej stronie na pierwszym piętrze. Tak zrobiłam. Jak się okazało potem, był to właśnie pokój Sylvina. Kucharz przyszedł, gdy położyłam brata na łóżku. Nie był jakoś strasznie ciężki, nawet się nie zmęczyłam prowadząc go. Pablo poprosił mnie, abym go ustawiła w pozycji siedzącej i przytrzymała, gdy on będzie mu podawać leki i herbatę ziołową. Z ogromną chęcią mu pomogłam, bo martwiłam się o jego stan zdrowia.
- Nie powinniśmy zabrać go do szpitala? - zapytałam Pablo, który w tym momencie spojrzał na mnie zdziwiony. Zobaczyłam na jego twarzy zdziwienie. Ogromne zdziwienie, ale i złość. Tylko dlaczego? Przecież ja też byłam w szpitalu.
    Po chwili Pablo pokiwał głową i wrócił do przygotowywania naparu z roślin, które widziałam pierwszy raz w życiu. Chyba...
- W porządku, dam mu się napić, a potem go ułożymy do snu. Musi odpocząć - powiedział Pablo.
- Dobrze.
   Gdy opuściliśmy pokój, Pablo poprosił mnie, abym nie pytała Sylviana o wydarzenia z dzisiaj, kiedy się obudzi.
- Może być w lekkim szoku, a nie chcemy pogarszać jego stanu, prawda?
- Nie chcemy - odpowiedziałam.
   Pablo poszedł przygotować jakiś obiad, a ja zaszyłam się w pokoju.


* oczami Sylviana *

   Otwieram oczy. Jestem u siebie w pokoju. leżę na łóżku przykryty kocem. Obok, na stoliku, stoi kubek z czymś gorącym, bo widzę parę. Nagle czuję pragnienie. Podnoszę się powoli, siadam, aby się napić. Biorę małego łyczka, żeby nie poparzyć sobie przełyku. Całe szczęście, napój nie jest aż taki ciepły. Biorę jeszcze jeden łyk, żeby poznać smak tego, co piję. Jest to herbata, tego jestem pewny. Ale jaki ma smak? Trochę jak malina, a trochę jak pomarańcza... Sam już nie wiem.
- To herbata malinowa z sokiem z pomarańczy. Pablo powiedział, że Ci pomoże - słyszę czyjś głos.
   Patrzę w lewo. Przy drzwiach stoi Charlie. Ma na sobie luźną niebieską bluzkę, szare spodenki i czarne trampki. Ciemne włosy upięła w luźnego loczka, dzięki czemu wygląda na prawdę słodko. Dziewczyna spogląda na mnie z troską.
- Jak się czujesz? - pyta.
- Już lepiej - odpowiadam. - Chodź, siadaj.
   Charlie podchodzi do mojego łóżka, a ja biorę jeszcze kilka łyków herbaty. Teraz zacząłem się zastanawiać, czy to na pewno jest malina i pomarańcza. Owszem, smakuje tak, ale...
- Pamiętasz, co się wczoraj stało?
    To pytanie mnie zamurowało. Wspomnienia wracają do mnie tak nagle, że prawie upuszczam kubek z wrażenia. Odkładam go szybko na szafkę i chwytam się za głowę, w której pulsuje mi niemiłosiernie. Ręce trzęsą mi się jak galaretka, a przed oczami migoczą obrazy z wczorajszego dnia: czarny kruk, wodospad, czas spędzony z Charlie.
   Wszystko uderza we mnie tak nagle, zdecydowanie zbyt gwałtownie.
   Jest mi gorąco, chcę wstać, iść do łazienki i wziąć prysznic, ale nie mam siły podnieść się z łóżka. Przed oczami widzę czarne plamy, ale spomiędzy nich wystaje Charlie, która klęczy przede mną. Mówi coś d mnie, klepie mnie w policzek. Widzę to wszystko, ale nie słyszę nic, ani nie czuję.
   Jestem zmęczony, nie chce mi się nic odpowiadać, oddychać, mrugać. Zamykam oczy i tracę przytomność.

* oczami Charlie *
   Podchodzę do łóżka brata i pytam go:
- Pamiętasz, co się działo wczoraj?
   Wiem, że Pablo prosił, bym nie rozmawiała z Sylvianem o wczorajszych wydarzeniach, ale ja nie mogłam się powstrzymać. Chcę wiedzieć, co tak na prawdę się stało. O co mu chodziło w ogóle? Spędziliśmy miło czas, a on nagle zwariował, zaczął czegoś szukać, potem zachowywał się, jakby opuścił nasz świat. 
    Bardzo się o niego martwiłam, w końcu to mój brat. Nie pamiętam, jakie były nasze relacje przed wypadkiem samochodowym, ale chcę, by teraz były jak najlepsze. Kocham Sylviana jak prawdziwego brata i boję się o niego, jak i prawdziwego brata. Straciliśmy rodziców, mamy już tylko siebie. Powinniśmy dbać o siebie nawzajem.
   Z moich rozmyślań wyrywa mnie nagła zmiana w zachowaniu Sylviana. Oddech chłopaka znacznie przyspiesza, oczy stają się nieobecne, a ciało wygląda, jakby chłopak miał zamiar kogoś pobić. 
   Strach mnie ogarnia. Nie wiem, co mam zrobić. Chcę pobiec po Pablo, ale wtedy Sylvian mógłby sobie coś zrobić.
   Podchodzę do niego, klęka i usiłuję nawiązać jakikolwiek kontakt. Moje próby są na nic. Po kilku sekundach Sylvian mdleje.
   Nie zastanawiam się ani chwili dłużej. Rzucam się w stronę drzwi, biegnę korytarzem i po schodach. Tam spotykam Pablo, który patrzy na mnie ze zdziwieniem.
- Czemu tak biegniesz?
- Sylvian... on... zemdlał... - mówię zdyszana i przerażona stanem brata.
   Pablo rzuca się w stronę schodów, wbiega na górę, a ja za nim. Kiedy on sprawdza, co z Sylvianem, ja siadam na krześle obok drzwi, opieram łokcie o stolik i chowam twarz w dłonie, Łzy kapią na blat, a ja nie potrafię ich powstrzymać. Ba! Nawet nie chcę. Ta sytuacja to moja wina. 
   Kucharz podchodzi do mnie i pyta:
- Zapytałaś go o wczoraj, prawda?
   Nie chcę, by zobaczył moje łzy i usłyszał łamiący się głos, więc tylko kiwam głową. Słyszę jak ten wciąga powietrze nosem. Próbuję się uspokoić.
- Prosiłem cię, żebyś nawet nie pisła słówkiem na ten temat! Przez twoją głupotę może z nim być bardzo źle! Wiesz co? Nie myślałem, że po utracie pamięci będziesz aż taka głupia. Nie taką Ciebie znałem. - Nie wiem czemu, ale te słowa sprawiają, że płaczę jeszcze bardziej. Po chwili Pablo dodaje: Wyjdź stąd. 
   Robię to. Schodzę na dół po schodach, nie spieszę się. Otwieram drzwi wejściowe i wychodzę na zewnątrz. Od razu czuję zapach przyrody. Zamykam za sobą drzwi i idę na spacer. Muszę sobie wszystko poukładać w głowie.


Moi Kochani!

Przepraszam, że przychodzę z nowym rozdziałem dopiero teraz, ale wiecie - Święta to nie czas odpoczynku, ale odwiedzania rodzin, pomagania w przygotowaniu posiłków itp. Tak czy inaczej, wracamy do normalności, czyli nowych rozdziałów w weekendy :D

Przy okazji chcę Wam życzyć szalonego Sylwestra i wspaniałego każdego dnia nowego roku! ^^ 

Pamiętajcie o komentarzach :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz