sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 13.

    Wydaje mi się to paradoksalne. Po raz drugi, gdy tu jestem, słyszę krakanie. To przeraźliwe, niepokojące krakanie.
    Szybko podnoszę się na nogi i zaczynam szukać ptaka.
- Co się stało? - Charlie jest zdziwiona.
- Nic. Chodź, idziemy - odpowiadam zaglądając pomiędzy krzaki i drzewa.
- Czego tak szukasz? - dziewczyna nie daje za wygraną. - Pomóc Ci?
    Odwracam się w jej stronę.
- Nie słyszałaś...? - chciałem zapytać, czy nie słyszała tego ptaka. Może coś mi się przywidziało, lecz w tym samym momencie go ujrzałem.
   Siedzi na gałęzi wysokiego drzewa po drugiej stronie rzeczki. Czarne pióra ma idealnie ułożone i ulizane. Jest zdecydowanie większy od normalnych kruków, a jego oczy błyszczą krwistą czerwienią, co sprawia, że jest jeszcze bardziej przerażający. Nie mam zamiaru czekać, aż nas zaatakuje. Chcę prędko pobiec do domu i się tam schować. Muszę przemyśleć to wszystko i obgadać z Pablo. Wydaje mi się, że istnieje jakieś powiązanie kruka z tą górą, która według Charlie emitowała złą energią.
    Już mam zamiar powiedzieć Charlie, że wracamy do domu, lecz w tym samym momencie przyszła mi do głowy straszna myśl - co jeśli jemu o to chodzi? Co jeśli chce odnaleźć naszą kryjówkę? Co jeśli jest on tym o czym myślę w tej chwili? Jednak z drugiej strony nie trudno byłoby mu nas znaleźć. Przecież nie kryjemy się aż tak. Całe szczęście, że nie jestem tak głupi i zabezpieczyłem najbliższy obszar wokół dworku zaklęciem. Dopóki któryś z jego domowników nie wpuści kruka, ten nie będzie mógł wejść.
    Powinniśmy wrócić do domu. Charlie byłaby bezpieczna, a ja mógłbym w spokoju pomyśleć nad tym co dalej. Tyle że co jeśli dziewczynie zechce się uciec i wyjdzie poza tarczę? Obiecałem jej spacer, więc lepiej, żeby była zadowolona, niż żebym miał jej potem szukać w nocy po lesie. Postanawiam więc improwizować i przejść się z nią gdzieś po lesie. Przy mnie będzie przynajmniej bezpieczna.
- Czego nie słyszałam? - Charlie pyta widząc, że nie dokończyłem.
- Niczego, chodź. Przejdziemy się, co ty na to? -  proponuję i ciągnę ją za rękę, żeby się nie odwróciła i nie zobaczyła ptaka.
   Schodzę po schodach zdecydowanym krokiem, ale nie za szybko, żeby Charlie się znowu nie przewróciła. Głowa mi pęka, nagły ból jest nie do zniesienia. Jesteśmy już na dole, łapę się za głowię. Siostra podchodzi do mnie i łapie za ramię jakby się bała, że się przewrócę. Jest zaniepokojona. - Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?
- Tak - odpowiadam. - Ale chodź już, proszę.
   Lecz ona naciska dalej. Idzie za mną i ciągle zadaje te pytania: "Co się stało?", "Czemu tak szybko stamtąd uciekliśmy?".
   Aż wreszcie ma tego dość i się zatrzymuje.
- Nie ruszę się stąd nawet na krok, jeśli mi tego nie wytłumaczysz! Mam dość tajemnic, powiedz mi wszystko!
   Odwracam się. Mam ochotę jej coś zrobić! Jest nie do wytrzymania! Mimo chęci do przemocy, staram się zapanować nad ciałem. Zaciskam ręce w pięści, żeby opanować ich drżenie. Patrzę na Charlie z nienawiścią. Ale chwileczkę, dlaczego? Przecież jestem przyzwyczajony do jej ciekawości i wścibstwa... Nie no, momencik. Przecież nigdy bym jej nie uderzył! Co się w ogóle ze mną dzieje? Obym nie zaczynał wariować...
   Teraz jestem już spokojny, odchrząkuję, żeby mój głos stał się głośniejszy.
- Charlie, chodź proszę.
   Siostra podchodzi, łapie mnie za rękę i powoli prowadzi w nawet nie wiem jakim kierunku.
   Wraz z jej dotknięciem zachodzi we mnie ogromna zmiana: oddech się uspokaja, ból głowy mija, staję się bardziej opanowany, a po chwili całkowicie wyluzowany. Cała złość ze mnie ulatuje, a nawet nie mam pojęcia jak się we mnie znalazła! Mam tego wszystkiego dosyć, nic już nie rozumiem, chcę wrócić do domu, wypić gorącą herbatę i się położyć. Chce mi się z tego wszystkiego płakać.
    Charlie gdzieś mnie prowadzi. Nie chcę, żebyśmy się zgubili, więc pytam:
- Dokąd idziemy?
- Do domu - odpowiada.
- Znasz drogę?
- Owszem, a teraz się uspokój i patrz pod nogi, bo tu jest krzywo.
    I tak moja siostra, którą to ja miałem się opiekować, zaprowadziła mnie do dworku. Wprowadziła po schodach do mojego pokoju i położyła do łóżka. Zasnąłem w mgnieniu oka.


Mam do Was ogromną prośbę - dodawajcie komentarze!!! Potrzebuję ogromnej motywacji, a to właśnie one dają jej najwięcej. 

Następny rozdział, pojawi się prawdopodobnie dopiero po świętach, ponieważ nie wiem, czy wyrobię się z napisaniem go. 

Tak czy inaczej, Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku już dzisiaj !!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz