sobota, 5 grudnia 2015

Rozdział 11.

    To co widzę jest naprawdę wspaniałe. Szum wody jest teraz bardzo głośny. Nawet gdybym coś powiedziała, a Sylvian stałby obok mnie, nic by nie usłyszał. Przede mną znajduje się ogromny, mierzący około dziesięciu metrów, wodospad. Obok niego są zbudowane kamienne schody, którymi można wejść na górę. Promienie słoneczne odbijają się w wodzie, dzięki czemu powstaje wspaniały efekt - barwna tęcza. Spoglądam to na Sylviana, to na wodospad przed sobą. 


* oczami Sylviana * 

    Mina Charlie jest bezcenna, do tego bardzo śmiesznie wygląda kręcąc tak głową. Nie jestem pewny co chce zrobić. Przypomina mi się zdarzenie z czarnym krukiem i powoli zaczyna mnie przepełniać niepokój. Z nim naprawdę było coś nie tak. Wzrok seryjnego mordercy, zabójczo ostre szpony i te idealnie ułożone pióra...
     Jeszcze raz spoglądam na siostrę i myślę o tej specyficznej miłości, którą ją darzę. Zniszczenie dzieciństwa nie było moim marzeniem. 
   Czy można kochać i nienawidzić tą samą osobę? Jak długo można chować urazę za poprzednie lata? Ile można udawać, że wcale nie było tak źle, bo było koszmarnie?
- Wejdziemy do góry? - proponuję dziewczynie, w sumie też jestem ciekawy tego co się tam znajduje. Ona jedynie szybko kiwa głową i ciągnie mnie za rękę, jakby te schody miały zaraz zniknąć, załamać się albo jakbym miał jej kazać wrócić do domu przez zobaczeniem tego spektakularnego miejsca.
   Wchodzimy parę stopni do góry. Nagle Charlie się zatrzymuje i ślizga. Widzę, że zaczyna spadać w stronę wodospadu. Instynktownie wyciągam ręce i ją łapę. Ma mocno zaciśnięte oczka i szczękę. Przyglądam jej się jeszcze przez chwilę mając nadzieję, że ogranie sytuację i zda sobie sprawę, że ją złapałem. Niestety nie dzieje się tak. 
- Ej Charlie? Wiesz, że Cię złapałem i jesteś bezpieczna? 
 Dziewczyna powoli otwiera swoje piękne brązowe oczka. Po dłuższej chwili wpatrywania się w nie, można odczytać jej wszystkie myśli, marzenia i uczucia. 
- Co?! Złapałeś mnie? Nic mi nie jest? - jest troszkę zdziwiona i w szoku, w końcu teraz miałem być dla niej miły i chyba o tym zapomniała. Po za tym nawet jakbym nie miał być miły i tak bym ją złapał. Instynkt. Uśmiecham się do niej delikatnie i dalej wpatruję w oczka, które błyszczą jak te kropelki wody naokoło nas.
- Tak złapałem Cię i jesteś cała i zdrowa, Księżniczko. - po chwili zaczynam żałować słów wypowiedzianych przez siebie.
    Ja głupi! Czemu nazwałem ją księżniczką? Czuję jak zaczynam się rumienić. Ale czemu? W królestwie zawsze ją tak nazywałem i nie sprawiało mi to większego problemu. 
  Podnoszę ją szybko na nogi, nie chcę żeby coś zauważyła i mam nadzieje, że to pomoże mi się pozbyć rumieńców z policzków. 
- Sylvian, czemu się rumienisz...? - Charlie pyta niepewnie.
    No super teraz to już jestem totalnym burakiem. Chcę się pozbyć czerwonego koloru z mojej twarzy, więc spoglądam na nią chłodno, tak jak przed wyjściem na przechadzkę.
- Idziemy dalej czy będziesz teraz zadawać pełno pytań i nigdy nie dojdziemy na górę? - mój głos jest troszkę  bardziej nieprzyjemny niż chciałem. Trudno, może w ten sposób zobaczy, że pytania z jej strony nie są mile widziane, chociaż z drugiej srony... Chyba nie powinienem. 
    Na początku Charlie wydaje się w lekkim szoku. Nic dziwnego, jeszcze kwadrans temu powiedziałem jej, że będę dobry i tak dalej. Dziewczyna robi zawiedzioną minę i rusza przed siebie tym razem ostrożniej i wolniej niż poprzednio. Czuję lekkie poczucie winy, bo ją zawiodłem. Najwyraźniej nie potrafię być dobrym bratem.


* oczami Charlie * 

   Teraz idę przed siebie powoli i ostrożnie, żeby znów się nie przewrócić. Zastanawiam się nad tym co właśnie się stało. Może jego zachowanie wynikało z tego, że przez przypadek nazwał mnie księżniczką? Albo nie lubi się przy kimś rumienić? Eh nie wiem czemu szukam dla niego wytłumaczenia. On po prostu nie lubi mojej osoby i nie lubi spędzać ze mną czasu, a "kocha" mnie i się mną opiekuje, bo chyba nie ma innego wyjścia. 
    Rozmyślam nad tym dopóki nie doczłapuję się na samą górę wodospadu.Co jak co, ale kondycji to ja nie mam. Uda pieką mnie niemiłosiernie i jedyne o czym marzę, to usiąść na czymś miękkim i odpocząć.
    Widok jest teraz jeszcze bardziej zniewalający niż poprzednio. Przed nami rozciągają się korony niższych drzew oraz głęboki, ciemny las. Gdzie nie gdzie latają barwne ptaki. W oddali za lasem widać dwie wielkie góry, a miedzy nimi dość sporą przełęcz. Z jednej z nich, z tej po lewej, spływa kolejny ogromny wodospad. Domyślam się, że stąd tu się wziął ten mniejszy. Tam musi być o wiele wyżej niż tu, dzięki czemu woda spływa w dół, tam tworzy rzekę, a potem znowu spada w dół, tym razem jednak mniejszym strumieniem wody. Prawdopodobnie ta duża rzeka rozdziela się na dwie mniejsze. Ta druga płynie zapewne w kierunku miasta, powoli i spokojnie.
   Jej, chwila. Skąd mi się to wzięło? Chyba wolę nie wiedzieć...
   Spoglądam na brata, który uważnie przygląda się górom. Chyba poczuł mój wzrok, bo odwraca  się, patrzy na mnie chłodno i usiadł na kamieniu nieopodal. Patrzy na płynącą rzekę. Wydaje mi się, że pogrążył się w myślach, więc nie będę mu przeszkadzać. Postanawiam dalej podziwiać okolicę.
    Teraz kieruję swój wzrok na drugą górę, tę po prawej, i czuję straszny dreszcz przechodzący przez moje ciało. Jakby zawiał zimny wiatr. Ta góra ma w sobie coś dziwnego, coś, czego się boję. Nie chcę na nią patrzeć, ani o niej myśleć, chcę zapomnieć o niej i o tym nieprzyjemnym uczuciu jakie sprawia mi samo patrzenie na nią.
    Patrzę jeszcze raz na Sylviana i postanawiam przerwać ciszę towarzyszącą nam już od tak długiego czasu. Gdzieś mam jego rozmyślania o niczym. Ta góra mnie wkurzyła przez to dziwne przeczucie, więc natychmiast muszę się go pozbyć. A pozbędę się go może, kiedy mi powie, co się tam znajduje.
- Pójdziemy tam kiedyś? - wskazuję palcem na górę z ogromnym wodospadem. Sylvian potrząsa głową i zerka na przyjazną górę. 
- Jak będziesz gotowa. - mamrocze cicho. 
- Co? Jak gotowa? -marszczę brwi i patrzę na niego pytająco. Chcę wyczytać coś z jego twarzy, ale jak zawsze mi to nie wychodzi. 
- Czy to jest teraz takie ważne? - pyta robiąc dość uroczą i dziwną minę. Zbliża się mnie mnie i zaczyna mnie gilgotać. Wyrywam się.
- A ta góra obok? Czemu mam nieprzyjemne przeczucia, gdy na nią patrzę?
   W tym momencie Sylvian robi się zmartwiony i spogląda na miejsce, o którym mówię. Mam nadzieję, że powie mi cokolwiek, ale on jak na złość się szybko otrząsa i znowu mnie gilgocze. Postanawiam dać mu na razie spokój, jakoś zmuszę go do gadania. Jeszcze tylko nie wiem jak.
 - Nie! Błagam! Przestań! - krzyczę i śmieję się jak nigdy, kładę się na ziemi i zasłaniam się rękami i nogami, żeby tylko przestał mnie gilgotać. 
   Po chwili męczarni oboje leżymy na trawie i wpatrujemy się w niebo wyczekując pojedynczych chmurek. Mówimy co nam przypominają i wyjątkowo miło spędzamy czas. 
   Miłe chwile przerywają nam niestety okropne dźwięki, wydawane przez czarnego kruka...

1 komentarz:

  1. Niesamowita część! Jestem ciekawa jak ta historia się dalej potoczy. ♥
    http://inbird.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń