niedziela, 18 października 2015

Rozdział 9.

   Budzą mnie jasne promienie słońca wpadające przez okno nad łóżkiem. Przeciągam się i zaczynam szukać jakiegokolwiek urządzenia, które pokaże mi godzinę. Znajduję telefon. Nie jestem pewna, czy wiem jak z niego korzystać, ale moje dłonie same wykonują odpowiednie ruchy, zupełnie jakbym używała go już setki razy. Odblokowuję go i dziwię się, ponieważ jest 7:12. Zazwyczaj o tej godzinie przewracam się na drugi bok.
   Jeszcze raz się przeciągam, po czym powolnie wstaję się z łóżka. Podchodzę do szafy i otwieram ją. Stoję przed nią chyba z piętnaście minut, nie wiedząc co na siebie włożyć. Po wyciągnięciu połowy ubrań i próbach dopasowania jakiegoś ładnego stroju decyduję się na czerwoną bluzkę oraz dżinsowe krótkie spodenki. Wyjmuję bieliznę z szafki i kieruję się w stronę łazienki. 

   Chcę wziąć szybki prysznic, ale jak tak na niego patrzę, to z lekka jestem załamana. Wszędzie przyciski i guziczki. Zero opisu ani instrukcji obsługi. Postanawiam trochę z nim powalczyć, naciskam to i owo, aż po wielu ciężkich próbach mi się udaje. Szybko się myję, ubieram, ogarniam jeszcze twarz i balsamuję ciało.
   Wychodzę z pokoju i kieruję się schodami na dół w stronę jadalni. Schodzę powoli rozmyślając nad wczorajszą bardzo dziwną rozmową z Pablo. Może ja po prostu już zaczynam wariować i tam wcale nie było żadnego światełka? Sama już nie wiem. 
   Mam zamiar skierować się w stronę jadalni, ale coś mnie kusi, żeby sprawdzić, czy drzwi wejściowe są otwarte. Odwracam się w ich stronę rozglądając, czy nikt na mnie nie patrzy. Podchodzę do nich po cichu, delikatnie pociągam za klamkę i nagle czuję mocne szarpnięcie za ramię. 
 * oczami Sylviana * 
     - Co Ty do cholery wyrabiasz? - wrzeszczę na Charlie, czując wzbierający we mnie gniew. Zabroniłem jej wychodzić z domu, a ta smarkula się mnie w ogóle nie słucha. Jeszcze ten podejrzany kruk którego wczoraj widziałem. 
- Sylvian?! Ja tylko...
- Ty tylko co?! - nie daję jej dokończyć.
    Jestem na prawdę wściekły. A co jakby ona wyszła i coś jej się stało? Cały plan może pójść na marne przez jedną pomyłkę. Może wszystko zepsuć swoimi głupimi kaprysami.
- Przepraszam, ja tylko chciałam zobaczyć, czy są otwarte.
    Teraz na jej twarzy widnieje strach. Nie mam bladego pojęcia dlaczego, ale po chwili naga prawda uderza we mnie jak ogromy strumień wody. O Boże, ona się mnie boi. Puszczam jej ramię, które bezwiednie i mocno ściskałem. Nie chcę, żeby się mnie bała. Jestem po prostu zły na nią, bo się nie słucha. Jeśli będzie się mnie bać, to mi nie zaufa, a w naszej sytuacji zaufanie jest teraz najważniejsze.
    Robię głęboki wdech i wydech. Złość powoli ze mnie uchodzi. Czuję się trochę głupio, że przyrodnia siostra się mnie boi. Mimo, że nie przepadam za nią zbytnio, to jednak jest moją przyrodnią siostrą i kocham ją. Na swój sposób, ale kocham. Jestem teraz za nią odpowiedzialny.
- Może po śniadaniu pójdziemy razem się przejść po ogrodach? - proponuję jej to wyjście tylko dlatego, że lepiej jak pójdzie ze mną i się nie zgubi, niż jak pójdzie sama i coś jej się stanie. Przyglądam się uważnie jej reakcji, powoli i nieśmiało się uśmiecha.