środa, 9 września 2015

Rozdział 7.

* oczami Sylviana * 

   Odprowadzam Pablo wzrokiem do drzwi kuchennych. Sposób w jaki się do mnie odnosił jest naprawdę przyjemny. Oczywiście tylko on wie, że jestem księciem zaczarowanej krainy, więc zwraca się do mnie z należnym szacunkiem. Sam go tu sprowadziłem z pałacu. uznałem, że przyda się ktoś ogarnięty i wtajemniczony. Po za tym po poznaniu ludzi wiem, że uznaliby mnie za wariata jeśli zacząłbym opowiadać o naszym królestwie. Obracam się do stolika i widzę, że to małe irytujące dziecko zaczęło już jeść. Zmiotła dosłownie połowę jedzenia ze stołu i na jej talerzu spoczywa teraz góra jedzenia. Uśmiecham się pod nosem myśląc, jak ona ma zamiar to wszystko zjeść. Odetchnąłem głęboko starając się utrzymać uśmiech na twarzy. Muszę udawać dobrego braciszka. Nie mogę zawieść mojej rodziny. 
   Siadam obok dziewczyny, zastanawiając się co zjeść. Cieszy mnie cisza, która nas otacza. Zero pytań, krzyków i kłamstw z mojej strony. W taki sposób mogę spędzać z nią czas. 
   Rozglądam się po stale, biorę jajko na twardo i nóż, żeby pokroić je w plasterki. Zobaczyłem kontem oka, że Charlie na mnie patrzy. Czuję się przez to niekomfortowo, ale staram się to zignorować. Biorę kromkę chleba i smaruję margaryną, później nakładam na nią sałatę, ser, szynkę i jajko. Ona nadal się na mnie gapi, Czy tak trudno zrozumieć, że jest to bardzo denerwujące? Chciałem w spokoju zjeść kolację, ale jak widać nie jest mi to dane. 
   Widzę jak szykuje się do powiedzenia czegoś, więc szybko biorę gryza kanapki, co jednocześnie uniemożliwia mi rozmawianie z nią. Zauważam, że porusza ustami jak ryba wyjęta z wody. Muszę przyznać, że to jest zabawne.
   Może i nie mogę rzuć tego gryza wiecznie, ale da mi to troszkę czasu na wymyślenie jakiegoś dobrego kłamstwa w które uwierzy. 
- Sylvian? Tak w ogóle to gdzie my jesteśmy?
    Wszędzie ta jej ciekawość! Zamiast cieszyć się, że ma gdzie mieszkać (i to w tak ekskluzywnej willi, na uboczu, z dala od ludzi, w lesie tak jak to zawsze marzyła), to ona musi być taka ciekawska. Może od razu jej powiem skąd jest, kim jest i będziemy mogli razem rozwiązać nasz problem. Nie. Nie po to tyle się trudziłem z usunięciem jej pamięci, żeby teraz się poddać i wszystko zepsuć. Ojciec na mnie liczy i nie mogę go zawieść.
    Połykam jedzenie i wybieram jedną z najlepszych odpowiedzi.
- Jesteś w domu Charlie, czy to tak trudno zauważyć? 
   Mój głos jest oschły. Mam nadzieje ją tym zniechęcić do dalszej rozmowy. W sumie to chyba ją zgasiłem, bo nic nie mówi. Postanawiam wrócić do spożywania mojej pysznej kanapki i zapomnieć o tym, że w ogóle się odezwała, ale ona nie daje za wygraną. 
- Ale gdzie ten dom się znajduje? Chodzi mi o miasto - wzdycha zmęczona. Wpatruje się we mnie, jakby chciała mnie przewiercić tym spojrzeniem, ale ze mną nie ma tak łatwo. Przybieram zirytowany wraz twarzy. 
- Miasto nie jest istotne. Powinnaś się cieszyć, że masz gdzie mieszkać, a teraz pozwolisz, że wrócę do posiłku. 
   Mam dość tego bachora. Może nie zrobiła nic strasznego, szczerze to nic nie zrobiła, ale ta jej ciekawość! Nienawidzę tego ciągłego pytania się.
    Kryję do niej też urazę za wcześniejsze lata. Jak wprowadziłem się z ojcem do zamku myślałem, że będzie fajnie. Rachel była naprawdę miłą i opiekuńczą osobą. Kogoś takiego od zawsze mi brakowało. Ojciec zawsze wymagał ode mnie więcej niż mógłbym mu dać. Mimo to kocham go i wiem, że robił to dla mnie. Dzięki niemu jestem dzisiaj silny i potrafię sobie poradzić z wieloma problemami. A jednym z nich jest ta siedząca na przeciwko mnie, stanowczo zbyt ciekawska i zbyt porywcza, młodsza siostrzyczka. Jednak po kilku dniach okazało się, że to wcale nie jest taka sielanka. Siostra może i była ode mnie młodsza o te 3 lata, ale też bardziej utalentowana. Musiałem wszystko nadrabiać i cały czas uczyć się tańca, śpiewu i malarstwa. To było bardzo męczące, bo nienawidzę takiego czegoś. W ogóle na co mi było coś takiego? Nie miałem czasu na zabawę ze starymi kolegami i na robienie rzeczy które są bardziej męskie. Dopiero po dwóch latach męczarni, gdy już wszystko umiałem, zacząłem zajmować się ciekawszymi rzeczami, takimi jak łucznictwo czy wyprawy na Ziemię. Teraz na szczęście wszystko się zmieniło, nasze role się odwróciły. Teraz to ja jestem silniejszy. Musi się mnie słuchać.
   Skończyłem posiłek i wstaję od stołu kierując się w stronę drzwi. W ostatnich chwili, gdy moja ręka spoczywa już na klamce, przypominam sobie o graniu dobrego braciszka, co w sumie nie wyszło mi najlepiej przed chwilą. 
- Dobranoc - mówię.
Dziewczyna spogląda się do mnie,  a na jej twarzy widnieje przyjazny uśmiech. 
- Dobranoc - odpowiada z za dużym entuzjazmem.
   Otwiera drzwi i wychodzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz