sobota, 1 sierpnia 2015

Rozdział 6.

*oczami Charlie*
    Ubieram się szybko w dżinsy i kolorową koszulkę. Na nogi wsuwam szare kapcie. 
    Schodzę na dół i w widzę Sylviana czekającego na mnie przy drzwiach. Gdy mnie zauważa, na jego twarzy pojawia się lekki grymas. Po raz kolejny boli mnie jego zachowanie. Zeskakuję z ostatniego stopnia i podchodzę do niego.
- To gdzie teraz? - mam nadzieję, że gdzieś pojedziemy i będę mogła zobaczyć okolice. Bardzo chciałabym się dowiedzieć, gdzie się znajduję i może poznać nowych przyjaciół.
- Pójdziemy do jadalni, a Pablo, nasz kucharz, powie co dzisiaj dobrego mamy na kolacje.
   Jego odpowiedź mnie zawodzi, ale nie tracę nadziei. Ruszam wolnym krokiem za Sylvianem i rozglądam się. Na ścianach wiszą piękne i ogromne obrazy. Korytarz jest bardzo długi, a jednak już dostrzegam ogromne białe drzwi na jego końcu. Moja ciekawość znów zwycięża i przyspieszam, żeby jak najszybciej się tam znaleźć. Mam nadzieje, że to pomieszczenie będzie równie niesamowite jak mój pokój i łazienka.
   Sylvian staje przed drzwiami i otwiera je przepuszczając mnie. Idę może trzy kroki i po raz kolejny dzisiaj staję jak wryta.
   Jest to wielkie pomieszczenie z masą krzeseł i stolików. Zupełnie jakby na jakieś bale czy coś takiego, myślę. Tylko jeden stolik na środku jest nakryty. Pewnie dla nas. Patrzę na sufit. Wiszą na nim piękne kryształowe żyrandole. Panuje półmrok, przez wielkie okna wpadają resztki światła słonecznego. Słyszę jak drzwi się zamykają, a Sylvian staje za mną.
- Niesamowite prawda? - patrzy się na mnie za pewne oczekując odpowiedzi. Zastanawiam się czy zwykłe powiedzenie "tak" nie będzie za mało entuzjastyczne. Dlatego uśmiechnęłam się szeroko, rozłożyłam ręce i zaczęłam biec slalomem między stołami.
- Tak! - teraz czuje, że przekazałam mu całe moje emocje. Dobiegam do stolika i czekam na mojego wolnego brata. Na stole widzę małe, słodziutkie kanapeczki, jajecznicę, jajka na miękko i twardo. Można też było zrobić samemu kanapkę, osobno był chleb, margaryna, różne rodzaje szynek i serów. Do picia była ciepła herbata. Mój brzuch już wyczuł zapach jedzenia i dał o sobie znać, domagając się tych pyszności.
- Ktoś tu jest głodny - słyszę nieznajomy głos dobiegający zza moich pleców. Odwracam się i widzę wysokiego mężczyznę z lekką siwizną na włosach. Jest ubrany w biały fartuch kucharski i kucharską czapkę. Z szerokim uśmiechem na twarzy poodchodzi do stolika przy którym siedzimy.
- No no, czy przygotować coś na zamówienie, Sylvianie? - pyta mojego brata z wyraźnym szacunkiem w głosie. Spoglądam na Sylviana. Podoba mu się to. Ciekawe, czy jak jakbym się do niego tak zwracała, to byłby milszy. 
- Nie, dziękuję Pablo. Wszystko wygląda wspaniale i na pewno też tak smakuje.- posyła kucharzowi ciepły uśmiech. Nie wierzę własnym oczom. Czy on naprawdę jest miły dla kucharza? Troszkę mnie to boli i czuję lekkie ukłucie w sercu, ale cóż może teraz wszystko się zmieni i znów będzie dla mnie miły. Może to było chwilowe załamanie.
  Wtedy przy drzwiach mnie przeprosił i widziałam, że żałuje tego co zrobił. Mam nadzieję, że teraz wszystko będzie dobrze.
 Odrywam się na chwilę od myśli i siadam do stołu. Kucharz odchodzi, a Sylvian się dziwnie uśmiecha. Nakładam sobie na talerz wszystko, co jest w zasięgu moich rąk, olewając go. Sylvian jeszcze nie zdążył usiąść, a ja już pożerałam pierwszą niewinną kanapkę, która zresztą ledwo mieści mi się w ustach. Piękny dzień

A na koniec kilka informacji:

  1. Ostatni szósty rozdział był żartem z okazji Prima Aprilis, ale nikt się nie nabrał. A szkoda. 
  2. Wyobraźcie sobie, że razem z Oliwią zapomniałyśmy o tym blogu. HAHAHAHAHAHAHAHAH nie mam pojęcia jakim cudem, ale po prostu zapomniałyśmy o jego istnieniu xD

Tak czy inaczej,

WRACAMY Z NOWYM ROZDZIAŁEM I PROSIMY O CIERPLIWOŚĆ !!!

Z powodu nadchodzącego roku szkolnego, nie wiem co ile będziemy dodawać coś nowego. Dlatego właśnie prosimy Was, drodzy czytelnicy, żebyście to zrozumieli.

Komentujcie i dawajcie nam swoje pomysły :D